Czyli życie małżeńskie i co mają do tego feministki. Kinga Dunin popełniła ostatnio w Krytyce Politycznej takie “cóś” o wypocinach pewnej Szwedki (http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20131005/dunin-test-pomaranczy). Czytam o tej “Zgorzkniałej pizdzie”, mężach, pieluchach i patriarchalnym społeczeństwie.

Doszłam do puenty zgrabnej i lekkiej o kretyńskiej pomarańczy i tak sobie radośnie pomyślałam, że jak Pan Bóg chce kogoś pokarać to mu rozum odbiera (vide: mysli starych ludzi wiecnie zywe).

 

No bo tak, de facto mamy tak jakby powrót do słynnej Krysi traktorzystki z czasów głębokiej komuny. Interpretacja feministycznych idei prosta jak budowa cepa czyli weź się chłopie ode mnie odwal. Won do garów, do pieluch, jak się wnerwię to Cię jeszcze do kościoła zagonię. Ja zaiwaniam do roboty, stanowisko me odpowiedzialne, kasę tłukę a Ty się przestaw szybko bo jak nie to … No, to właśnie co ? Na Teneryfę się w depresji głębokiej wybiorę ? Strajk okupacyjny w mieszkaniu zrobię ? Walizy ci wywalę za drzwi ? A, goń się buraku jeden ! Jakieś science fiction nam tu powstaje i totalny obłęd. Bo z jednej strony postulujące powyższe hasła oczekują Partnera przez duże „P”, który zaoferuje im z siebie wszystko, a nawet więcej. Oczywiście jest to jego święty obowiązek, z uwagi na to ile wieków trwała niedola kobiet, za którą niech on teraz się rehabilituje. A co ! Samiec wredny jeden ! Z drugiej strony pragną Mężczyzny przez duże “M”, samca Alfa, super kochanka, który doceni je jako kobiety i zaoferuje mega orgazmy w ilości liczonej na setki. No i co ? I dupa. Frustracja narasta, bo jeszcze się taki nie narodził. No bo Bozia im oferuje albo wersję oszczędną tj. Pan Partner, Tatuś, Pieluchowy itp., który kasą nie śmierdzi, a i porządną robotą się brzydzi, albo mają wersję łóżkowo-testosteronową, która nijak ma ochotę na obieranie ziemniaków i jest 100% szansy, że zaczyna myśleć poważanie o zwinięciu żagli od babki, której oczekiwania są tak realne jak zniesienie celibatu  wśród księży katolickich. Jak mówi mój Pan Mąż „w dupach się ludziom przewraca”.

 

Sorry, ale life is brutal and full of zasadzkas czyli zataczamy koło, wracamy do atawistycznych źródeł i odpowiadamy sobie, jako kobiety, na pytanie czy lepiej być ładną czy mądrą i co jest dla nas samych ważniejsze. Czytając tzw. feministyczne lub genderowe publikacje tudzież wypowiedzi, odnoszę wrażenie, że 99% zabierających głos, gdzieś w głębi duszy dałoby się pociąć za odrobinę urody. I ten kompleks tak je determinuje, nawet podświadomie, że rozumu im ubywa.

 

Bo: oczywiście, że bardzo się cieszę, że mam prawo głosu, mogę decydować o sobie, mogę pracować, jestem niezależna i mogę wpływać na otaczający mnie świat. Ale: ja chcę być kobietą ! Nie facetem w spódnicy, nie babą hegemonem ujeżdżającą chłopa jak starą kobyłę. Chcę być kobiecą kobietą u boku męskiego faceta. To nie oznacza, że odpowiada mi byczący się przed TV maczo z gazetą i piwem w ręce, który nie weźmie niemowlaka na ręce. Ten obraz to  odwracanie przez pseudo feministki kota do góry ogonem. Nie ! Partnerstwo to umiejętne odgrywanie ról, przypisanych nam przez płeć. I nic w tym złego. Na tym polega sekret udanego związku. Tyle. I mam w dupie kto obiera pomarańcze.