Od jakiegoś czasu obserwuję (jednym okiem) kampanie reklamowe zegarków przewalające się przez blogi wszelkiej maści. Od dawien dawna wiadomo, że zegarek rzecz kultowa. Czasomierz jak samochód, przedmiot zawiści, przedmiot pożądania, przedmiot specyficzny. Kompletnie mnie to nie rusza. Za jednym wyjątkiem. Z kilku powodów.

  1. Nie noszę zegarka.
  2. Zegarek obchodzi mnie jedynie na ręce męskiej.
  3. Na mojej ręce dopuszczam w chwilach fantazji zegarek męski. Tylko i wyłącznie.
  4. Ewentualnie złotą Omegę mojej mamy.
  5. Ale i tak nie noszę.
  6. Bo wolę ostentacyjne złote kolczyki.
  7. Się ma tę teatralną skłonność do przesady.
  8. Zegarek budzi moją ekscytację jedynie na ręce Jamesa Bonda, ale to i tak chwilową.
  9. O ekscytację dłuższą niż chwilowa przyprawia mnie jedynie trupia czaszka na ręce pewnego polityka i żeby Wam nie przyszło do głowy pomyśleć, że to ręka jakiegoś Nowaka.
  10. Bo to jedna z męskich ekstrawagancji, które lubię. Taka trupia czaszka na ręce. W postaci zegarka.
  11. Niezorientowanym dopowiem, że trupia czaszka jest warta około 600 tysięcy dolarów.
  12. Tym mogę się zainteresować. Bo to jest ciekawe.
  13. Zegarki no name na blogach szafiarek są kompletnie nieciekawe.
  14. Warto interesować się ciekawymi rzeczami. To pobudza wyobraźnię.
  15. Sztrasom, cyrkoniom, perełkom, złotym, połyskującym, walącym po oczach mówię zdecydowane nie.
  16. Nie poradzę, ale ceny zegarków które wpadają mi w oko zaczynają się od około 15 tysięcy wzwyż.
  17. Ale jak się to ma do trupiej czaszki ? No jak ?
  18. Nijak.
  19. Więc zegarka nie noszę.
  20. Bo szczęśliwi czasu nie liczą.