I rzecze to w sposób dalece wykraczający poza standardy poradników o modzie, bowiem “O elegancji i obciachu Polek i Polaków od stóp do głów” klasycznym modowym poradnikiem zdecydowanie nie jest.

Dzień dobry Państwu

Przeczytałam kilka recenzji (?) książki w sieci i objawia się jakieś takie totalne niezrozumienie co autor miał na myśli. Bo to, że na myśli miał, że Polak brudny, że nie wie co i kiedy ma na grzbiet założyć, że skarpety lubi i nie zna się na zegarkach, a Polce u jego boku chrzani się kiedy idzie do pracy, a kiedy do roboty pod latarnię, jest oczywistą oczywistością. Tak samo jak to, że autor zgrabnie wyjaśni nam czego i kiedy należy, tudzież nie należy, zakładać na grzbiet aby całym swoim jestestwem dać znać, że jakaś cywilizacja jednak do nas dotarła. Inne walory tej książki są niedostrzegane, a tym samym pomijane i będę tutaj polemizować do upadłego z tymi wszystkimi, którzy tychże walorów nie widzą lub twierdzą inaczej. Nie poradzić, ale w takich sytuacjach upieram się, awanturuję, tupię nogą i używam innych trików, aby ten kto patrzy w końcu zobaczył. Zwłaszcza jak kogoś lubię.

A Tomka Jacykowa lubię i moje związki z jego osobą to nie jest jakaś tam fascynacja z ostatnich paru miesięcy. Ja straciłam głowę dla Tomasza Jacykowa ładnych paręnaście lat temu, kiedy coś takiego jak TVN zaczęło raczkować, o TVN Style jeszcze nie słyszano, a zawód stylisty jawił się jako totalne science fiction.

O co kaman 

Cóż, geny robią swoje i rodzice artyści są w stanie wypaczyć dzieci do tego stopnia, że prawdy głoszone przez Pana z wąsami na Salvadora Dali, to dla mnie prawdy objawione. Nie polemizuje. Przyjmuję. Do tego mama, rocznik ’41, która końcem cudnych lat 50-tych zadawała w bielskim plastyku szyku talią coś koło 50cm w obwodzie, przyodziana w spódniczkę co to wiatr się w pasie nie przeciśnie i sama Bardotka by się nie powstydziła. Tata, w prawdziwej, nigdzie i niczym nie podrabianej bosmance, co to jego zdjęciami “nie zna życia, kto nie służył w marynarce” czołowy ówczesny bielski fotograf handlował. Bo dziewczyny wymiękały. No i coś takiego zostawia ślad. Do tego, tak sobie czasem myślę, że na moje nieszczęście, bo to tylko frustrację powoduje, wiem co to była włoska nowa fala, kto to był Monica Vitti, Silvana Mangano czy Silvana Pampanini. Przećwiczono mnie w domu. Z tym człowiek dorasta i pewnie zemrze, a w międzyczasie ma możliwość podniesienia sobie ciśnienia kiedy tak sobie zerka na polską ulicę. Wybrzytwili mnie rodzice na modę przeokropnie i nic na to nie poradzę. I potem właśnie taka wypaczona panna jak ja traci kompletnie głowę dla takiego pana jak Tomasz J.

Środek czyli to co pomiędzy okładkami

No zaczytuję się. O stylu. O życiu. O społeczeństwie i czasach współczesnych. O tym co było i o tym co jest. O ludziach. To bardziej socjologia z psychologią Polaka i Polki anno domini 2013 niż poradnik w stylu kup, ubierz i będzie cacy. Tak to czytam. I mam nieodparte wrażenie, że czytanie przez pryzmat co ubierać a czego nie, to jest około 1/100 całości. Tylko. Mimo tego, że cały czas gadamy o ubraniach. Między innymi. I tego między jest dużo.

Za trzydzieści parę złotych Tomasz Jacyków nie sprzedaje wiedzy jak się masz ubierać. Jeżeli nosisz koronkowe kozaki, masz na głowie wypracowany odcień jajecznicy, a dłonie kończą ci się czymś a la łopata sztychówka, to sorry ale ty to nawet nie zajarzysz who is who.  Nie wspominając o hasłach tak skomplikowanych i trudnych jak dreskod, smoking, czółenko, zabawa modą itp. To wszystko pozostanie dla ciebie na zawsze w sferze głębokiej abstrakcji. Zostań sobie tam gdzie jesteś. To książka dla kogoś kto już kuma czaczę, szuka potwierdzenia, zerka głębiej w modę przez pryzmat mentalności generującej przyodziewek mniej lub bardziej przeciętnego krajana, ciekawi go kondycja ubraniowa naszej ulicy od strony kultury, finansów, obycia, potrzebuje dobrego i niepodważalnego know how pt. jak się nie ubierać w odniesieniu do czegoś tak archaicznego jak szyk i elegancja, no i na dodatek ten czytelnik da radę czytać  między wierszami. Wtedy wyciśnie z tej lektury na maksa co się da. No to te trzydzieści parę zeta to będzie bardzo tanio za to wszystko. Czyli, Panie Tomaszu, z całym szacunkiem, to nie jest lektura pod strzechy bo napisał Pan dla nielicznych. I dla siebie. Z obłędną wręcz przyjemnością. I ja to kupuję i biorę z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Książka w mediach i dlaczego tak mało

Niby jest, ale tak jakoś ostrożnie. Jak z jeżem. I nie wiem czy dlatego, że się Pana boją, nie jarzą klimatów lekko surrealistycznych ? Wszyscy podkreślają, że wesoło jest. No, bardzo fajnie, że jest bo naprawdę jest. Ale my tam mamy prócz tego wesoło jeszcze goło. Goło w sensie, że obnażono bez obciachu wszystko co było w temacie do obnażenia. Tam jest goło do bólu, bo Tomasz Jacyków to nie jest jakaś wydygana ze strachu panienka z okienka czy tez inna pinda bez kwiatka, to jest ktoś kto wali między gały. I mamy bezlitosną ocenę naszych fizis, szmat na grzbiecie, skłonności do zakupów na tony w grzebalniach i ogólnie buractwa powszechnego okraszonego podróba roleksa na łapie. Smutno się robi. I tak jakoś straszno. Czyli jest śmiech przez łzy. Jakoś tak nam elegancja i szyk padły i zdechły. I uzmysławiamy sobie, że przyczyna nie leży w braku kasy. Leży w braku wogóle. Braku rozumu, ogłady, szacunku.

Fotki

Uwaga dla wzrokowców i miłośników piktogramów. Nie ma zdjęć. Oprócz kilku samego autora w boskich aranżacjach . Tak, ja mam totalnie pojechane w głowie. I tak, wiem, to jest subiektywne ale to jest scyro prowda. Że są bezbłędne. Te stylizacje. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam ale Tomasz Jacyków to mój Pan Od Mody. Guru. Pocałujta w d..ę wójta, ale on może wszystko. Pan mówi, reszta cicho i te sprawy. Tą chorobliwą (?) skłonność do Pana TJ to mi nawet Pan Mąż wybacza, co więcej pełen zrozumienia jest. Co zrobić, jak dawno, dawno temu, za górami, za lasami Pan Tomek przemierzał ulice Warszawy by wyłapywać co lepsze okazy na puszczy. Od tego czasu, a nawet wcześniej, ja totalnie głowę straciłam.

Mnie kręci

Bo ja uwielbiam całą sobą jak ktoś tak bez owijania w bawełnę potrafi powiedzieć, że to coś tam to jest zupełne dziadostwo i idźcie z tym do lasu lub na inne białe niedźwiedzie. Idźcie, bo ja nie wyrabiam, a ty sobie łba nie utniesz. No, uwielbiam bardziej, jeżeli tym kimś jest Tomasz Jacyków. A już prawie kocham jak się zgadzam. No, bo jak nie kochać w czasach kompletnie już wynaturzonej i zdewaluowanej poprawności politycznej ? Boże, dzięki Tomaszowi Jacykowowi, ja żyję spokojniej, bo w razie co wiem że on jest i jak trzeba to dowali z grubej rury po oczach.

Co z tego ?

Ano generalnie nic. Zakładam, że czytanie ze zrozumieniem to dla nielicznych. A reszta zasłoni niewinne oczęta, nogi skrzyżuje, rączkami biust ogarnie i niemy krzyk z płuc wydobędzie, coś w rodzaju “sodomia gomoria” z wykrzyknikiem na końcu. No cóż, w zasadzie to wiadomo, że głupimi się lepiej rządzi. I manipuluje.

Polemika

No, żeby cukru nie było aż tak. Jest jedna rzecz, której się czepię. Jedna jedyna i w sumie nie jakaś zasadnicza dla lektury ale ważna bo meritum. Prezencja. Tak się składa, że u mnie w domu też mówili o prezencji. Jest albo nie ma. Jest szyk.  Albo nie ma. Jest klasa. Albo nie ma. Na czym polega prezencja ? Ano, według mojego słownika polega to na tym, że jak mawiał mój tata, można sobie i worek pokutny zarzucić na grzbiet i prezencja będzie. I to jest coś co Bozia daje albo nie. Bo prezencja to człowiek i niestety tutaj nawet koronka po 2700 za metr nie pomoże. Bo to jest w spojrzeniu, w postawie, w czymś bardzo nieuchwytnym i nienabytym w drodze nauki. Za resztę możesz sobie zapłacić Master Card, ale tego to sobie nie kupisz za żadną kasę. I Pan Tomasz to wie. Tylko nie chce przyznać, bo marketingowo się nie komponuje. Cóż, z próżnego to i Salomon nie naleje.

Bożenka  i inne takie

Przepraszam Państwa, dziękuję i do widzenia. Parafrazując autora. Bez bożenki nie ma klimatu, nie ma autora, nic nie ma. To forma, która dopełnia treść ale jej nie przerasta.

Do widzenia Państwu

Jest good. Nauczysz się co nie co, ale jeżeli szukasz tylko porad, to nim tę naukę przyswoisz to się obrazisz ze 29 razy, bo będziesz to wszystko brał do siebie. No i blado. Ale dajemy radę. Wyciągamy wnioski. Między innymi, że tanie mięso to psy jedzą. Tanio i dobrze to nie tym razem. I aby wyjąć trzeba włożyć. I trzeba wiedzieć ile włożyć jak się założy co się chce wyjąć. Czyli dla każdego coś dobrego. Dokładnie tak, jak ujął to Jacek Santorski “dla tych co sięgną (…) z własnej woli”. Warto.