Gdyby chociaż mucha zjawiła się … A tu nic znaczącego się nie dzieje. Nie dzieje się nic. Wróć. Błąd. U matek zawsze dużo się dzieje. Oj, dzieje się, dzieje. Tyle, że na fanpejdża niekoniecznie nadaje się. Na tekst niekoniecznie nadaje się.

Wodę można lać. Przemyślenia głębokie wywodzić. Ludzkość zbawiać. Mamo, piciu ! Fuck ! Dzieje się. Człowiek mały się dzieje. I poszły się dizajny, teoretyczne podwaliny mody, socjologia ubioru, się poszły … Terminy, podwaliny, nadawanie znaczenia. Lotto mi to. Mamo, piciu ! Człowiek mały się dzieje. Kształty, formy, materiały, fonty, ideały. Who cares ? Nie chce mi się. Piciu robię. W zawieszeniu jestem. Jednozadaniowa. Resetuję się. Emocji mi trzeba. Wyciszenie, wyciszeniem, ale flauta jakaś. Niedobrze. Burberry pikuje w dół. Trencze nie idą. Serce w całości, nie ma o czym rozmyślać. Nuda. Może buty jakieś kupić ? Prousta poczytać ? Potańczyć pójść ? Ale to już było. Małe rzeczy są fajne, ale to wielkie bum robi imprezę. Przynajmniej od czasu do czasu. Na krawędzi stanąć. Popłakać. Szaleć z rozpaczy. Zwariować ze szczęścia. Poczekam. Mam czas.

Postoję sobie. Popatrzę. Zastanowię się. Odpocznę. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Mama mówiła. Potem trzeba będzie się ogarnąć. Założyć jakieś zarąbiste szpilki, usta czerwienią pociągnąć, rzęsą pomachać. Pomaszerować przed siebie. Coś podbić, kogoś pobić, awanturę rozpętać. Zarwać noc albo dwie. Przepić parę stówek. Paść ze zmęczenia w ramiona pomocne. Równowaga musi być w przyrodzie. Inaczej robi się nieznośnie. Bo najfajniej jest kiedy się nie chce. Nie chce się nic. I nie dzieje się nic. Dopiero potem jest przyjemnie. Od niechcenia.