Moda zajmuje całkiem znaczące miejsce w naszym społeczeństwie. Nie jest to wcale novum naszych czasów, bo stroiliśmy się od zawsze, teraz mamy tylko większe możliwości. Kto lub co wskazuje nam współcześnie jak się (nie) ubierać ? I czy na pewno wie co robi ?

W związku z powyższym postanowiłam udowodnić, że nie jestem wielbłądem. Być może Ci, którzy czują podobnie odważą się ujawnić. Jakkolwiek by nie patrzeć gusta kształtuje dom rodzinny, bądź autorytety z młodości. Odnosząc się do odzieży damskiej mamy aktualnie trend na Kim Kardashian czyli duży, duży tył, równie ogromny przód i cokolwiek by nie założyć bolącym kiczem ciągnie na kilometr. Druga opcja to jakiś bliżej nieokreślony street wear (tfu !), którym zachwycają się tu i tam znawcy (tfu !) bo gruba podeszwa, czapka sztrykowana, workowate spodnie i twarz podobna do nikogo robią wielką karierę. Kolejny obrazek to tak zwany kwadraciak czyli forma i konstrukcja z kuriozalną czy też katastrofalną dekonstrukcją na czele. Gdzieś tam plącze się jeszcze wieś tańczy i śpiewa, do której to wielce obszernej kategorii możemy wrzucić wszystkie wymienione wcześniej. Aha, jest jeszcze blogerka modowa tudzież szafiarka, gdzie za nielicznymi wyjątkami, powinno się oddelegować dziewczęta na kurs kroju i szycia. Na końcu pojawia się też elitarna grupa projektantów, którzy często przedkładają dzieło swe nad klientkę czyli suknia jest tak piękna tylko właściwa baba się im nie trafiła.

A ja zgrzytam zębami bo dawno, dawno temu pokochałam YSL i nie chce mi przejść. Do tego mam jakieś nieodparte poczucie doskonałości portretów Petera Lindbergha, gdzie naturalność jest tak oczywista, że innej opcji nie da się dopuścić. Gdzieś po drodze zachłysnęłam się Gianfranco Ferre i Christianem Lacroix. Przemawia do mnie wykalkulowany chłód czy też głód kobiet Helmuta Newtona. No i zapadam się w sobie gdy widzę entą pańcię tłumaczącą tłumowi niepiśmiennych, że właśnie ten piąty czy dziesiąty outficik to jest strzał w dziesiątkę. W 99,9 % przypadków nie jest. A i czasem trzeba pracować w radiu. Bywa i tak, nikt nie mówił, że będzie lekko. Tako się kształtuje gusta. Marność widzę, marność.

loulou de la falaise

Mój stosunek do mody bywa nieco ambiwalentny, aczkolwiek wynika to wyłącznie z faktu modowej indoktrynacji jedynie słusznej linii estetycznej, w którą nijak nie mogę się wkomponować. Do tego przyczyna tej sytuacji wcale nie leży w abnegacji, tylko raczej przesadnym uczuleniu na formę i harmonię, którą zakodowałam lat kilkadziesiąt wstecz (sic !). Dla ciekawych dodam, że w dzieciństwie. Z jednej strony mnie to cieszy, a z drugiej martwi, bo popadłam w jakąś przedziwną niszę odzieżową, z której w naszym kraju ciut trudno się wydostać. Co nie znaczy, że spędza mi to sen z powiek. Raczej drażni wszechobecne szmaciarstwo gdzie byle co urasta do rangi wielkich ochów i achów.

Ubieranie się jest czymś zupełnie prozaicznym i jednocześnie totalnie zmysłowym. Wypada iść z duchem czasów, aby nie być archaicznym ale nie oznacza to, że nagle musimy poddać się dyktatowi odrzucenia tego co dotychczas było pojmowane jako piękne i harmonijne. Chaos i dekonstrukcja nie są wymysłem XXI wieku, to było wcześniej ale jak było ! Zerżnąć byle jak każdy głupi próbuje, ale takie pojęcia jak inwencja, inspiracja to są już słowa z gatunku wyrazów obcych.

Dlatego polecam powrót do źródeł. Jakiejś książki /10 książek dla początkujących fashionistów/, dobrej klasyki /From Russia with love/, poszukania wartej tego inspiracji, w księgarni sięgnięcia po album o sztuce w miejsce kolejnego poradnika jak się ubrać, który w niczym nam nie pomoże, skoro i autorce z okładki nie pomógł. W końcu podjęcia wysiłku by niekoniecznie z trendem, prądem czy innym powiewem. Moda nas określa czy tego chcemy czy nie. Warto się odrobinę postarać.

Szyk, klasa i elegancja w wydaniu którejkolwiek z modelek YSL była i jest niepodważalna. Dziewczyny ze słynnego portretu Lindbergha na długo pozostaną niedościgłym ideałem urody choćby Aniołki Victoria’s Secret defilowały nago po wybiegu. Zapierające dech kreacje Lacroix czy Ferre nadal są dziełami sztuki do noszenia, a Linda, która nie chciała wstać z łóżka za mniej niż 10 tysięcy dolarów, zasługiwała po tysiąckroć na każdego wydanego na nią centa. Zawsze będą lepiej lub gorzej ubrani, byłoby jednak miło gdyby tych pierwszych było więcej.  Nie równajmy w dół.

 

 

Yves Saint Laurent

Foto: www.vogue.co.uk