Opowieść z kategorii ballady i romanse czyli jak nie zostanę tą co to oby nigdy się nie narodziła.  Żoną Tomka T. Kominek (nie piszemy kto zacz bo jeżeli czytasz to zakładam, że wiesz) budzi skrajne emocje. On sam zadowolony, zgodnie z zasadą, że nie ważne jak mówią, byle mówili. Mężczyzna blogujący. Samiec alfa (dojdziemy do tego). Autor. Znawca. Nic nie obiecuje i słowa dotrzyma. Marzenie wszystkich kobiet. Najlepsza partia w Polsce. Guru blogosfery.

Było tak.

Dawno, dawno temu gdzieś przeczytałam (już nie pamiętam gdzie), że niejaki Kominek, najbardziej opiniotwórczy bloger w Polsce, wyraził opinię o kimś tam (też już nie pamiętam o kim, zarobiona jestem). Ziarno zasiane. Kominek. Nie mylić z piecykiem czy innym ogrzewaniem. Naj. Coś mi pikło.

Szukam.

Jest. Czytam. Zdecydowany jest. W poglądach. W życiu. Najlepszy. Facet powinien być w czymś dobry.  I mamlasem, broń Boże, żeby nie był. Dobrze jest. Zdjęcie oglądam. Luz jest. Fajnie. Łysy. Do łysych kobiety ciągną. Taki doświadczony 40-latek. Swoje widział. Dżizas ! Myślałam, że tacy to już wymarli dawno temu. Jeden przeżył. Thank’s heaven ! Śni mi się po nocach.

Reality bites.

NYC. Trampki. Mufinki. Blogosfera. Plecak kupił. Chleb upiekł. Kasę ma, ale mu zazdroszczą. Niech się walą. Iphone jest. Nikt nie jest pod ochroną. Grubi, chudzi, silikonowe laski, murzyni, Żydzi, latawce. Wyciskacze łez. Scenariusze się kiedyś uczył pisać. To se pisze. Zasady są. Pan domu rules. Twardą ręką. W restauracji był. Jednej, drugiej, trzeciej. Brudno było. Zabawny. 10 typów mężczyzn, z którymi lepiej nie sypiać. 10 typów kobiet jak wyżej. Poradnik niedomowy. Bezpruderyjny. Perwert. Podobno. Rzuca kurwami i lubi jak mu siadać na twarzy. Od razu. Płaczę ze śmiechu. Płaczę bardziej kiedy wychodzi na jaw, że nie ma 30-ki. Zalewam się łzami rzewnymi kiedy uświadamia mi, że jestem starsza niż piramidy (mam 30-kę).

Czas na refleksję.

Istnieją na tym padole mężczyźni (sic!?), którzy doprowadzą Cię do ruiny psychicznej, fizycznej, nie daj Boże, finansowej. Przejadą po Tobie czołgiem i kompletnie oleją twoje potrzeby. Nie będziesz z nich miała absolutnie żadnego, ale to żadnego pożytku. Sterają Twoim ego, fizis i pójdą dalej bo nie są zdolni do jakiejkolwiek refleksji oprócz refleksu na ekranie ich smartfona co najwyżej.  Oczywiście, że da się ich rozpoznać. Tak samo jak da się ich wykorzystać i porzucić. Who is it ? I co ma do tego Kominek ?

Finał.

Moja Babcia powtarzała, że na świecie są tylko trzy liczące się profesje. Artysta. Chirurg. I sędzia. Tak mi to zakodowała, że każdego faceta do tej miarki przymierzam. Gwoli ścisłości i aby nikt mi nie zarzucił, żem tendencyjna jest, wszystkich mężczyzn nie łapiących się do drugiej i trzeciej grupy próbuję przypasować do pierwszej. Pojemnej dość, acz wymagającej. Talentu przede wszystkim. O co kaman ? Wyjaśnię na przykładzie. Pamiętacie Edwarda Lutczyna ? Rysownika śmiesznych komiksowych ludków ? Jeżeli nie, to sobie zróbcie research w necie, żeby wiedzieć kto zacz. Mój tata określał coś takiego “małpia zręczność”. Małpia zręczność to rzemiosło. Tylko i wyłącznie. Właściciel takiej ręki będzie co najwyżej zręcznym rzemieślnikiem, ale nigdy nie artystą. Tak samo z naszym osławionym Kominkiem. Małpia zręczność jest, artyzmu brak. A na to, to ja cięta jestem. Jak cholera. I romans wszechczasów diabli wzięli. Moje złudzenia, marzenia, różowe (żeby nie powiedzieć landrynkowe wręcz) wizje przyszłości, tajnych schadzek i tym podobne, prysły jak bańka mydlana. Sny rozwiane.

Król jest nagi.

Chcesz być samcem alfa musisz się mieścić, w którejś z kategorii babci – nie dajesz rady, sorry Gienia, ale happy endu to my mieć tu nie będziemy. Lawirujący w eterze wieczny chłopiec w trampkach, choćby to convers był limited edition, nie ma u mnie czego szukać. Uczulenie mam. Nawet jeśli mi coś na mózg padnie i na jakąś mą chwilę słabości się złapiesz, to rano i tak cię do domu pognam z nadzieją, a w zasadzie pewnością 100%, ze więcej to my się już nie spotkamy. Bo duże dziewczynki się nie bawią w piaskownicy. Plecaki i ciasteczka to ja sobie kupowałam z kolegami w liceum, a z czasem poprzeczka trochę rośnie. I jakiś tam przypadkowy wypad do MoMA, choćby i z kategorii tych dobrych snobizmów był, wiele tu już nie pomoże.

Jak żyć pytamy, jak żyć ?

No cóż. Mój osobisty Pan Mąż w kategoriach babci się mieści. Na dobrej pozycji. Konkretny jest. Cel ma. I bez picu, dobry jest skubany w tym co robi. Jak coś powie to powie, a nie strzępi języka nadaremno. I wie, że Pani Żona ma zawsze rację, a jak nie ma to nawet bardziej. Poczucie stabilizacji mi podnosi. Stanów lękowych przez niego nie mam. I oczy maślane do mnie robi, co go od razu plasuje w czołówce, notowania w górę i te sprawy. Co prawda nie ryczał do mnie nigdy “Ty dziwko” dla podkręcenia atmosfery, i nie o to biega żebym go z sypialni wygoniła gdyby ryknął, ale w kwestii perwersja to by cienizna straszna była. Kwestia rozrywka w opcji więcej robię, mniej gadam. Polecam. Nie nosi conversów. Plecak ma jeden, który jam mu osobiście kupiła w prezencie, ale używa na górskie wycieczki only. Gdyby go zaczął fotografować i przeliczać kieszonki zlękłabym się nie na żarty. Jak widzi mufinki to się śmieje. Ze słodyczy lubi śledzie. Ewentualnie polędwicę. Na zakupy nie chodzi. No chyba, że do jubilera. Albo auto trzeba kupić. Słucha żony. Zwłaszcza jak za pierwszym razem coś nie wyjdzie. Brown’a przeczytał, ale dialogów się nie czepiał. Oddaje mi bez protestu wszystkie iPhony, iPady i inne tego typu ustrojstwa, zgodnie z zasadą: radość Pani Żony bezcenna, za resztę płacimy Master Card. Tatą jest. Fajnym. Ideałem nie jest. Broń Boże. Gdyby takowym był pewnie dawno bym nawiała i nerwów do niego nie miała. A tak, od czasu do czasu, trochę adrenaliny jeszcze nikomu nie zaszkodziło. No i nie upiera się, że wie najlepiej. Z dystansem do siebie raz lepiej raz gorzej, ale z tym to nawet najlepsi mają problem.

No i choćby Tomek T. vel Kominek nie wiem jak nahajcował w piecyku to i tak tylko wzruszenie ramion. I choćby nie wiem jak łypał na mnie ze zdjęć lepszym profilem szpanując, dalej nic. Bo ogólnie to dość naciągane jest i wysiłkiem jakimś okropnym, niemalże krwawicą, naszego czołowego blogera, zajeżdża. Bo jak tak go sobie czytam, to mam wrażenie, że gość czasy dinozaurów pamięta. I życie go męczy jak niemalże Edwarda z Sagi Zmierzch. No zero radości. Nic. Jakby seks uprawiał ostatnio w XX wieku. Taki smutny.

Polemiki.

Oczywiście już słyszę to larum sekciarskie, że nie ważne jak piszą, byle pisali. Że kontrowersje budzi, że się go na blogach opisuje, dyskusja wre to znaczy, że znaczy on coś.  To coś wielkie jest jak stan Texas. I wszyscy mu zazdroszczą powodzenia. I hajsu. I lajfstajlu. My God !  Ostatnie zdanie. Można jeździć mercedesem. Można jeździć małym fiatem. W końcu i to jedzie, i to jedzie. Do malucha i tak zawsze więcej pasażerów wsiądzie. Kwestia na co kogo stać.