Chcemy czy nie, lubimy bądź nie, zimowe wyprzedaże ruszyły. Oczywiście, zamiast interesować się tym, co oferują sprzedawcy, możemy robić milion innych, zdecydowanie ciekawszych rzeczy. Jeśli jednak zerkamy choćby odrobinę do sklepów, to odpowiedzmy sobie przynajmniej na pytanie – co warto kupić na zimowych wyprzedażach ? Wiem, że macie serdecznie dość takich wpisów, ale u mnie będzie krótko, bo tylko 3 punkty.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy portal mniej lub bardziej modowy, lajfstajlowy czy inny bardzej lajf albo bardziej stajl, przedstawia złote myśli na temat zakupów wyprzedażowych. Otrzymujemy listę, nie mylić z litanią, która powinna stać się w najbliższych tygodniach naszym przewodnikiem, takim zbiorem drogowskazów jak od Beaty Pawlikowskiej na resztę życia i poranek następny. I tę listę należy wydrukować lub co najmniej przepisać pieczołowicie w notesie, Moleskine najlepiej, czytać przed snem i po przebudzeniu dla lepszego zapamiętania. Zachęcam do tego gorąco jeśli … przepraszam Was jednak bardzo, ale nic logicznego nie przychodzi mi do głowy. Nie znajduję ani jednego powodu, dla którego miałybyście czytać takie listy. Bo z zasady porady co też możecie kupić na wyprzedaży można o cztery litery przysłowiowe roztrzaskać. Przyznam szczerze, że i mnie zdarzyło się tu kiedyś popełnić taki poradnik, ale ogólnie uważam to za głupie. Przecież nikomu nie wciskam na siłę, że jestem ideałem chodzącym. Nikt nie jest ideałem, jak mawiał klasyk.

No, i wracając do tych wszystkich plakatów na witrynach sklepowych, w Waszej skrzynce mailowej i tak dalej, gdzie obiecują, że macie ostatnią szansę kupić te czerwone majtki i czarne szpilki. Za bezcen kupić podkreślam, prawie za darmo, i spieszyć się radzą, bo za chwilkę ich nie będzie. A, po cholerę ja się mam tak stresować, ja się pytam ? Jak będę miała ochotę i kasę na to by sobie kupić czerwoną bieliznę to zrobię to w marcu, kwietniu, wrześniu czy innym miesiącu kiedy najdzie mnie na to ochota. Jeśli kasy nie będzie to nie kupię, albo zarobię, albo męża się wkręci na sponsora. Czarne szpilki ? To ja nie wiedziałam, że ich produkcję kończą w grudniu tego roku. Tak na marginesie z czarnymi szpilkami to jak z dżinsami i czerwoną szminką. Ileż to się człowiek lat namęczy by znaleźć te jedne jedyne. I co mi po wyprzedaży ? Jak z facetem, ten albo żaden i lotto mi jaką mamy aktualnie porę roku.

Kłamać też nie mam zamiaru, ortodoksem nie byłam i nie będę, więc po sklepach zdarza mi się wędrować. Tu coś kupię, tam coś kupię. Czerwone plakaty mnie z zasady rozpraszają i nie kieruję się absolutnie żadną logiką zakupową, na etapie  minus pięćdziesiąt procent tym bardziej. Zasady zasadnicze są trzy.

  1. Masz kasę. Ciesz się ! Schowaj lub wydaj jak wolisz i kup sobie co tylko masz ochotę, albo wyjedź daleko. Pora roku nie gra roli.
  2. Nie masz kasy. To się ograniczamy ale nie mentalnie. Z zakupów i tak nici, więc temat jest bezprzedmiotowy.
  3. Masz pełną lub pustą szafę. I w jednym i w drugim przypadku wyprzedaż nie zmieni Twojego położenia w najmniejszym stopniu, bo albo reprezentujesz pkt. 1 albo pkt. 2.

Tyle. I zupełnie osobiście, mega subiektywnie oraz absolutnie poza tematem aktualnie jestem na kupnie dwóch lub trzech par szpilek (nieprzecenione i niepotrzebne, ale się zakochałam), kozaczków z frędzlami, coby świat z wysoka  i kolejnej (równie niepotrzebnej) pary jeansów. Bo mam ochotę. Nie dajmy się zwariować dziewczyny.

buty wyprzedaże sarenza zalando

Wszystkie buty: Zalando oraz Sarenza