Ostatnimi czasy pojawiło się całe mnóstwo książek i poradników uczących nas jak stać się ideałem kobiety. Uczących nas jak stać się Francuzką. Przyswajamy miliony wytycznych na temat ubioru, makijażu, uwodzenia, jedzenia, wagi idealnej, perfekcyjnej cery,  butów, torebek, apaszek i kultowych marek. Wszystko to ma nas przybliżyć do wzorca kobiety perfekcyjnej, pomóc w życiu i pożyciu. “Cała prawda o Francuzkach” Marie-Morgane Le Moel próbuje rozprawić się z mitem i uczynić kobietę znad Sekwany nieco bardziej realną. Co nie przeszkadza nadal postrzegać jej jako wariatki.

Autorka skupiła się na kilku obszarach życia Francuzki. Tak w telegraficznym skrócie są to polityka, wojna (w zasadzie jedno i to samo), miłość i moda. Mamy całe mnóstwo momentów, krew leje się strumieniami, namiętności buzują. Gdzieś tam toczy się prawdziwe życie, na wsi, na prowincji, z dala od Paryża. Jest proza bez poezji, ale co tam kiedy cały czas wszyscy maja przed oczami młodziutką Brigitte Bardot bujającą na prawo i lewo biodrami. Co tam, że dawno przekroczyła siódmą dekadę. I Bóg stworzył kobietę i była to Brigitte. Żadne naukowe wywody tego nie obalą. Co z tego, że u przeciętnej Francuzki w talii statystycznie więcej i BMI niby małe, ale nie wzorcowe. Kogo to obchodzi ? Jest Coco Chanel, chłopięca sylwetka, sportowy biust i nieśmiertelny kostium.

Marie-Morgane Le Moel próbuje obalić rozpowszechnione plotki, że od rana tylko papierosy, szpilki i mężczyźni. Próbuje skierować uwagę na Francuzkę walczącą, myślącą, próbującą przetrwać w szowinistycznym społeczeństwie szlajających się na prawo i lewo polityków, gdzie lepiej do parlamentu w spódnicy nie chadzać. Mamy obraz kobiety w zupełnie niesprzyjającym jej, zmaskulinizowanym społeczeństwie. Hmmm … Kogo my tam mamy ? Joannę D’Arc, dziewczę co to rycerzem zostało i życie w ofierze złożyło. Do dzisiaj dla mnie niepojęte. Mamy królowe zagubione w krwawej historii, gdzie trup ściele się gęsto, lochy pękają w szwach i ufać nawet (albo zwłaszcza) własnemu mężowi nawet nie można. Co więcej jakoś to do współczesnych czasów przetrwało. Ten brak zaufania do mężów. Mamy nałożnice sprytne, motające królów, możnych tego świata. Mamy tancerki, hochsztaplerki, it girls dawnych czasów. Chwytające za serce pieśniarki i zręczne bizneswomen. Mamy eksperymentujące z seksem nimfomanki, a raczej biegłe w PR celebrytko – filozofki jak Colette czy Simone de  Beauvoir. Mamy cale mnóstwo opozycjonistek wobec reguł narzuconych przez mężczyzn. Można wręcz odnieść wrażenie, że we Francji od kilkuset lub więcej lat działa bardzo skuteczny ruch oporu. Oporu kobiet wobec męskich reguł. Tak zręczny, że zainteresowani nie bardzo się orientują, że już dawno oddali przywileje władzy płci przeciwnej. Tyle tylko, że ci wszyscy mężczyźni zostali opisani przez autorkę jako zdegenerowani, uwikłani, bezwolni wobec własnych żądz i spragnieni władzy szowiniści. Paradoksalnie określenie szowinista ma czysto francuski rodowód.

Autorka upatruje sedna owej mitologii przede wszystkim w biznesie i haute couture XX wieku, aczkolwiek geneza pożądania dla Francuzek sięga okresów wcześniejszych i czasu budowania podwalin dla tego co współcześnie nazywamy francuskim szykiem. Te wszystkie krynoliny, pudrowane noski i peruki, obcasy, buciki bezszwowe i inne fanaberie wymyślono własnie nad Sekwaną. Potem wystarczyło tylko podtrzymywać i czerpać z bogatego źródła.

cała prawda o Francuzkach

“Cała prawda o Francuzkach” nie jest kolejnym lekkim, łatwym i przyjemnym poradnikiem w stylu tres chic.  Tak samo jak nie jest poważną rozprawą naukową, bo ten kto takową o kobietach napisze, może od razu jechać Nobla odbierać. Autorka próbuje tłumaczyć kim są Francuzki, dlaczego stały się ponadnarodowym synonimem kobiecości i stawianym na piedestale ideałem. Ideałem, którym zdecydowanie nie są, co więcej nie zabiegają aby się nim stać. I w tej zabałaganionej nonszalancji życiowej, nonkonformizmie, jakimś takim rozgardiaszu, nieustających miłosnych rozterkach i miotaniu się pomiędzy marzeniami a tu i teraz, Francuzka sobie bardzo dobrze funkcjonuje, za zaplecze mając Wielkich Krawców (o, tak!) i stado wariatek od Joanny D’Arc począwszy. Więc w efekcie plącze sobie w dowolnym miejscu apaszkę od Hermesa, pakuje dobytek do markowej torebki z historią i rusza do boju.

Czy autorka rozprawia się z mitem ? Niekoniecznie, raczej go podtrzymuje, bo to całkiem przyjemne przynależeć do gatunku znad Sekwany, którym upajają się wszystkie narody i o dziwo, kobiety również. “Cała prawda o Francuzkach” nie istnieje i jest tezą z gruntu fałszywą. Nigdy nie posiądziemy patentu na jedyną i tylko prawdę. Możemy próbować się do niej zbliżyć. Zawsze są niuanse, subtelności, odcienie. Tym bardziej jeśli mówimy o kobietach, jakiejkolwiek narodowości by nie były. Kobiety mogą być określane milionem przymiotników, nigdy jednym. Prawda o kobietach bywa wielobarwna i niejednoznaczna. Dlatego jej zgłębianie bywa wyjątkowo pociągające.

Koniecznie przeczytajcie. Z kilku względów. Po pierwsze poczujecie, że tylko wydawało się Wam, że w Waszym życiu panuje bałagan, popatrzycie życzliwszym okiem na Waszych mężczyzn i uwierzycie, że prowadzicie naprawdę zdrowy tryb życia. Zgodnie z opisem Francuzka ma dokładnie na odwrót. Do tego notoryczne rozterki życiowe, uczuciowe, rodzicielskie, żywieniowe, zawodowe i milion innych. Więc jak tu nie pić i nie palić ? No, jak ? Nie wiem jakie będą Wasze uczucia po lekturze, ale ja po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że historia Francji była bardzo interesująca (eufemizm), Brigitte Bardot była ideałem kobiety, Francuzki to niezrównoważone wariatki, Francuzi jeszcze gorsi, a ja bardzo cieszę się, że jestem Polką. Ale tak naprawdę, gdzieś w głębi, chcę tego czy nie, pozostanę Francuzką. Bo jestem kobietą, co z natury rzeczy bywa skomplikowane.

Konkurs

Jeżeli chciałybyście otrzymać książkę Marie-Morgane le Moel “Cała prawda o Francuzkach” napiszcie w komentarzu jaka kobieta jest dla Was ucieleśnieniem francuskości i dlaczego. Wyniki konkursu opublikuję na blogu do dnia 15 lutego br. Jeden egzemplarz książki powędruje do zwycięzcy 🙂


Marie-Morgane Le Moel “Cała prawda o Francuzkach”

Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016

Dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu za udostępnienie egzemplarza książki do recenzji.