Czy blondynka w kaloszach Ralpha Laurena jest głupsza, a dokładniej czy jest głupsza od tej w kaloszach od Jacobsa ? Lub czy blondynka w SUV jest gorsza od blondi w Jaguarze ? Albo czy ta w sweterku od Hilfigera jest zdecydowanie niżej w drabinie społecznej od tej w sweterku Missoni ? A może ciemna blondynka jest lepsza od tej platynowej lub na odwrót ? Czy jakoś tak.

Mogłabym tak długo, sarkastycznie i złośliwie, ale do rzeczy. Generalnie chodzi o sklasyfikowany przez Panią Redaktor Bojańczyk pewien typ kobiety współczesnej. Cechy charakterystyczne: blond równo ciachany, prosto od fryzjera, biały płaszczyk, pikowany płaszczyk, kalosze w upał, z logo, suv od męża, brak pracy, nieciekawe psiapsiółki, botoks, wakacje na południu Francji, w szafie Lacoste, Hilfiger, Ralph Lauren, wszystko na tle beżu, bieli i czerni. Generalnie wiemy o co chodzi. Pewien typ kobiety. Zamysł był w sumie dosyć czytelny ale niezbyt lotnie to Pani Redaktor wyszło. Powiało trochę snobizmem, tym z tych gorszych. Można domniemywać, że u tytułowej blondi ów snobizm ma te same korzenie, tylko metki trochę tańsze. To tak trochę jakby uciąć gałąź, na której się wygodnie siedzi. Po przeczytaniu felietonu w Qelement można sobie dokonać małej konwersji. Pobawmy się więc.

Scena pierwsza. Jestem brunetką, bez męża, pracującą, nie mam SUV, jeżdżę autobusem, nie używam botoksu, na koleżanki nie mam czasu, zasuwam w pocie czoła cały dzień aby utrzymać siebie i dzieci, ubieram się w szmateksie. Czy będę lepiej postrzegana od rzeczonej blondynki ? Łeeee. Zła odpowiedź.

Kolejna scenka. Nie mam samochodu. Mam rower. Stylową holenderkę lub skuter. Też stylowy. Noszę okulary w rogowej oprawie bo tak jest stylowo. Mam stylowego narzeczonego. Też w okularach. Z włosami eksperymentuję, ale jak już się domyślacie, są to bardzo stylowe eksperymenty. W lecie stopy me obuwam (?!) w stylowe sandały, tudzież baleriny wyposażone w stylowe, a jakże, logo. Nie stać mnie jeszcze na rzeczy z najwyższej półki więc nadrabiam stylem szafiarkowo – hipsterskim i pnę się po szczeblach stylowej drabiny w towarzystwie równie stylowych ludzi z polotem. Czy będę lepiej postrzegana od rzeczonej blondynki ? No, są szanse. Są perspektywy. Jest cool.

Scenka trzecia. Jaguar jest. Woooow. Z wozu owego wysuwam seksownie stopę mą obutą w szpilkę dwunastocentymetrową tudzież platformę na szpilce, wystawiając niedbale czerwona podeszwę ku uciesze gawiedzi. Woooooow. Dalej wysuwam z wozu owego me zadbane ciało odziane niedbale. I teraz przygotujcie się. Będzie hit. Będzie styl. Będzie wielki świat. Powoli ruszyłam. Patrzcie i podziwijacie. Metki furkocą. Balenciaga tu, Proenza Schouler tam, Pucci tu, Burberry Prorsum (Jeeeezu !) tam ! My God, oczopląsu można dostać. Biegną napalone fashionistki w moją stronę, aby choć zapachu perfum uszczknąć odrobinkę…

No i co ? Głupie nie ? Czy tej ostatniej bohaterce jakoś rozumu przybywa od tych metek ? Jesteście pewni na sto procent, że jest lepsza i fajniejsza od tych poprzednich ? Otrzaskała się z krawcami i co ? Generalnie głupota może przybierać różne formy i ukrywać się pod różnymi płaszczykami. Z tą tańszą metką, z droższą, a nawet bez. Czasami wystarczy stwierdzić wprost – widziałam całkiem fajną babkę, ona ma kasę, a ja kocham modę i serce mi się kraje, że ona mniej odważna jest. Byłoby fajnie ubrać ją bardziej stylowo. Za te same lub trochę większe pieniądze byłoby z niej modowe cacko… Pani Redaktor po kiego diabła mieszać do tego Norblina ? No, bo ja to brzydkie aluzju paniała. I nie pasuje mi do polskiej guru od mody. Jakiś taki niesmak.