Upalne lipcowe lato, a przez cały kraj przetacza się, już w zasadzie w fazie końcowej, fala wyprzedaży. Można oszaleć od tego nadmiaru. Byłoby hipokryzją powiedzieć, że mnie to kompletnie nie rusza, jestem odporna jak monolit i tak dalej. Wyprzedaże są dla ludzi, tylko trzeba z nich umieć mądrze korzystać.

Jest oczywistym, że każda galeria handlowa, każdy sklep on-line, mają za punkt honoru zmobilizować nas do zakupów. Wszystko będzie ok, jeżeli nie stracimy głowy i w zakupowym szale nie narobimy jakiś głupot. Jeżeli narobimy, to byłoby dobrze móc otrzeźwieć na czas i zwrócić towar. W przeciwnym wypadku pozostaniemy z szafą pełną przypadkowych ubrań i dodatków, a tego nie chcemy.

Poniżej przedstawiam moje 10 zasad jak przeżyć sezon wyprzedaży i nie zwariować czyli umiejętnie i z korzyścią zapolować na prawdziwą okazję. Na koniec zdradzę Wam ekstra jeszcze jeden, bardzo dziwny trick, który czasami stosuję z powodzeniem.

1. W pierwszej kolejności szczerze odpowiadamy sobie na 3 pytania:

  • Czego brakuje w naszej szafie – czy mamy ubrania, które nam pasują ale nie mamy ich z czym nosić, czy przydałaby się nam jakaś część garderoby, której ewidentnie nam brakuje, czy kolorystyka rzeczy które nosimy jest spójna, czy niektóre ubrania się zużyły itp.
  • Jakie ubrania nosimy najczęściej – to zależy od naszego stylu życia i jest jedną z najistotniejszych kwestii przez rozpoczęciem zakupów, bowiem nie sztuka zapełnić szafę ubraniami, których nie będziemy używać. Nasza garderoba zależy od etapu życia, na którym się znajdujemy i/lub rodzaju wykonywanej pracy, te dwa czynniki będą determinowały nasz styl.
  • Na jaką porę roku kupujemy – nie czarujmy się, ale lato w Polsce nie trwa wiecznie i choćbyśmy nie wiem jak bardzo były przekonane do powiewnych sukienek i sandałków, nadejdzie taki dzień (i nadejdzie szybko) kiedy pogoda sprowadzi nas na ziemię i w panice będziemy przetrząsały szafę w poszukiwaniu ciepłego swetra, porządnych botków i wygodnego płaszcza. Miejmy to na uwadze.

2. Robimy listę. Tak, dokładnie tak jak do delikatesów. Piszemy sobie na karteczce co chcemy kupić i ściśle się tej karteczki trzymamy, jak mapki. Bez spisu rzeczy jest spora szansa, że zachowamy się dokładnie tak jak głodny w piekarni, czyli w naszym przypadku nakupimy mnóstwo niepotrzebnych i kompletnie niekompatybilnych ze sobą rzeczy.

3. Określamy budżet. Nie chcemy przecież wrócić do domu spłukane, z wyrzutami sumienia i problemami finansowymi na kolejny/e miesiące.  Duża garderoba, dużą garderobą , ale jeść też coś trzeba.

carrie bradshaw quotes

4. Nie rzucamy się na wyprzedaże biegiem. Nie jesteśmy Usain Bolt, ani japońska wycieczka. Zachowajmy spokój i godność (!), przynajmniej będziemy sprawiały wrażenie, że wiemy czego chcemy, nawet jeśli same nie do końca będziemy tego pewne. Odczekajmy trochę, najlepiej parę tygodni od rozpoczęcia sezonu sales i potem wybierzmy kilka sklepów lub marek, które nas interesują. Dobrym pomysłem jest przejrzenie najpierw ofert w internecie, aby wiedzieć gdzie i w jakich sklepach stacjonarnych możemy znaleźć rzeczy, które chcemy kupić.

5. Idziemy kupować bez asysty. Bez chłopaka, bez męża, bez nieżyczliwej koleżanki (życzliwe bierzemy a jakże). Nie jesteśmy sadystkami, na litość boską. Równie spokojnie podchodzimy do obsługi, która w  wielu przypadkach, usilnie, od samego przekroczenia przez nas progu sklepu, będzie chciała nam pomóc. Czy my wyglądamy na osoby potrzebujące pomocy ? Alternatywnie kupujemy on-line.

6. Unikamy weekendów. Chyba, że wyjątkowo lubimy się katować, w co absolutnie nie wierzę. Kupujemy w tygodniu, najlepiej rano lub wczesnym popołudniem.

7. Bierzemy klasykę. Jeżeli mamy już coś kupić na wyprzedaży, niech to będzie tego naprawdę warte. Liczy się jakość. Jakość !

8. Czy ja naprawdę TEGO potrzebuję ? Słowo honoru, po zadaniu sobie tego pytania osiemdziesiąt procent rzeczy trafi z powrotem na sklepowy wieszak. W wielu przypadkach kupujemy pod wpływem impulsu, wszechobecnej reklamy, sprytnego marketingu, który każe nam myśleć, że jeszcze chwilka, a ta fantastyczna sukienka zniknie, pozostawiając nas z uczuciem żalu, że to nie my ją kupiłyśmy. Bzdura. Nie pozwólmy się omotać, to my decydujemy  co i kiedy chcemy kupić. W końcu wydajemy na to nasze pieniądze.

9. Rozsądek i luksus. Kupujemy rzeczy, których naprawdę potrzebujemy lub takie, na które nie mogłybyśmy sobie pozwolić w normalnej cenie.

10. 30% to nie przecena. Cierpliwość popłaca, więc czekamy na naprawdę porządne obniżki w rodzaju 50 – 70%. Wtedy będziemy miały prawdziwą satysfakcję, że dobrze się spisałyśmy.

Jest jeszcze jedna – jedenasta zasada – taka, która da radę zastąpić z sukcesem powyższe dziesięć. Czasami stosuję, nie w ramach minimalistycznej ortodoksji, ale zwyczajnego lenistwa, przesytu i tak zwanego zmęczenia materiału. Bo ileż można się nakręcać na kolejną torebkę lub parę sandałów ? Wyprzedaże bywają zwyczajnie nudne. Więc jeżeli nie chodzisz goła, twoja garderoba nie wymaga natychmiastowej interwencji lub nie dowiedziałaś się wczoraj, że twoja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż, a Ty potrzebujesz weselnej kreacji, to sobie zwyczajnie odpuść. Kolejna wyprzedaż nadejdzie za parę tygodni, a za parę miesięcy to już na pewno. Poza tym jeżeli w listopadzie zapragniesz kupić sandałki na szpilce i pojechać zaszaleć w nich w jakieś cieplejsze rejony globu, to gwarantuję Ci ze stuprocentową pewnością, że spokojnie je kupisz w dobrej cenie. Jeżeli jeszcze nie jesteś do końca przekonana, co do zasady nr 11, to pomyśl na ile fantastycznych rzeczy możesz wydać zaoszczędzone pieniądze. Możesz pojechać we wspaniałą podróż, zobaczyć piękne miejsca, możesz przeczytać za to mnóstwo książek lub zmienić wygląd Twojego mieszkania. TY wybierasz.

wakacje